Wybierz region

Wybierz miasto

    Nie ma tragedii, ale...

    Autor: LEM

    2003-09-23, Aktualizacja: 2004-12-18 18:03 źródło: Naszemiasto.pl

    Mogliśmy ten mecz przegrać, ale były też okazje, by go wygrać. Nie robię tragedii z wyniku, ale nie jestem w pełni zadowolony - mówił po meczu w Łodzi trener Lecha Czesław Michniewicz.

    Mogliśmy ten mecz przegrać, ale były też okazje, by go wygrać.
    Nie robię tragedii z wyniku, ale nie jestem w pełni zadowolony
    - mówił po meczu w Łodzi trener Lecha Czesław Michniewicz.




    Najwięcej kontrowersji budziła postawa Kolejorza w ostatnim kwadransie gry. Dlaczego poznaniacy grali tak, jakby nie chcieli zwyciężyć?

    - Sporo sił kosztował nas środowy pucharowy mecz w Warszawie. Widzew miał wolne, mógł spokojnie przygotowywać się do meczu z nami przez cały tydzień. Te kilka dni dodatkowej przerwy spowodowały, że w końcowych minutach oni mieli więcej ,,pary’’ w płucach. My, niestety, jeszcze za mało gramy piłką, za dużo wybijamy na oślep i przez to tracimy tyle energii na jej odzyskanie. Brak sił był też powodem, tak dużej dziury między naszymi formacjami. Obrońcy nie wychodzili wysoko, pomocnicy nie kwapili się do podejścia bliżej napastników i nasza siła w ofensywie wyglądała tak jak wyglądała. Jutro przejdziemy badania, zobaczymy jaki jest poziom zmęczenia - mówił wczoraj trener Lecha.

    Rację mają chyba również ci, którzy w grze Kolejorza nie dostrzegli istotnych zmian. Nie ma się jednak co dziwić, bo wyuczonych przez 9 miesięcy schematów nie da się w ciągu tygodnia zupełnie zapomnieć.

    - Będziemy stopniowo to zmieniać. Z Dospelem być może zagramy trzema obrońcami, bo najprawdopodobniej rywale wystawią tylko jednego napastnika - Krzysztofa Gajtkowskiego. Nie ma potrzeby marnować takich sił w tyłach - mówi Michniewicz.

    Pytania o Golińskiego

    Wiele pytań na pomeczowej konferencji prasowej dotyczyło też Michała Golińskiego. Wypożyczony do Widzewa, lechita był motorem napędowym akcji łódzkiego zespołu i jednym z najlepszych aktorów niedzielnego widowiska.

    - Michał wypadł nieźle. Widać, że grał bez obciążenia, nie musi w Widzewie walczyć jak ,,o życie’’ o miejsce w składzie, bo w grudniu może do nas wrócić. Niech pogra sobie w Łodzi i podbuduje się psychicznie. Jeśli będzie w takiej dyspozycji, na pewno znajdę dla niego miejsce w składzie i to nie kosztem Grzelaka. Z niektórymi, defensywnie ustawionymi przeciwnikami Rafał może spełniać rolę ,,fałszywego’’ obrońcy i nękać rywali akcjami po skrzydle. Jest szybki i jeśli dostanie piłkę na wolne pole, niewielu jest w Polsce obrońców, którzy są w stanie go dogonić - dodaje Michniewicz.

    Bez entuzjazmu

    Ale nie tylko w Poznaniu remis przyjęty został bez entuzjazmu.

    - Przyznaję, że planowaliśmy zdobycie kompletu punktów, nic więc dziwnego, że czuję niedosyt. Wiedzieliśmy o poznaniakach wystarczajaco dużo, by odpowiednio się do spotkania przygotować. Niestety, przez pierwsze pół godziny moi podopieczni robili wszystko, poza tym, co im zaleciłem na odprawie. Na szczęście, męska rozmowa w przerwie poskutkowała. Kluczem do sukcesu z Lechem jest zneutralizowanie czterch najgroźniejszych zawodników: Reissa, Ślusarskiego i bocznych pomocników, Madeja i Grzelaka. Zbyszek Robakiewicz powiedział po meczu, że był zasłonięty i nie był w stanie obronić wolnego. Nie robimy tragedii z remisu, liczymy na wygraną w Polkowicach. Życzę Lechowi samych wygranych do końca rundy - powiedział Jerzy Kasalik.

    Choć Robakiewicz się do tego nigdy nie przyzna, został jednak przy rzucie wolnym przechytrzony. Znając umiejętności strzeleckie Grzelaka, bramkarz Widzewa sądził, że to właśnie wychowany w Łodzi piłkarz wykonywać będzie rzut wolny w 50 min. Tymczasem Grzelak tylko zrobił zamach, a uderzał piłkę Piotr Reiss. Z jakim skutkiem - wszyscy wiemy. Czasami więc nadmiar wiedzy może przynieść odwrotny skutek...

    Sonda

    Letnich atrakcji w moim mieście jest...

    • jak na lekarstwo. (79%)
    • na tyle dużo, że często nie wiem co wybrać. (10%)
    • wystarczająco, ale mogłyby być ciekawsze. (10%)