ŚMIERĆ W PRACY- Makabryczne morderstwa z Wielkopolski

Agnieszka Smogulecka i Rafał Cieśla
Prostytucja to zajęcie wysokiego ryzyka. Często zdarza się, że klient kobiety staje się również jej zabójcą. Wrzesień 2008 roku. Mężczyzna, który wybrał się na grzyby w okolice Uzarzewa znajduje ciało młodej ...

Prostytucja to zajęcie wysokiego ryzyka. Często zdarza się, że klient kobiety staje się również jej zabójcą.

Wrzesień 2008 roku. Mężczyzna, który wybrał się na grzyby w okolice Uzarzewa znajduje ciało młodej kobiety. Natychmiast alarmuje policję. Podczas oględzin śledczy nie mają żadnych wątpliwości, a ich opinię potwierdzają medycy podczas sekcji zwłok. Dzień później prowadzone jest już oficjalne śledztwo w sprawie zabójstwa.

- Na ciele kobiety było wiele obrażeń, w tym kilkanaście ran kłutych - opowiada Magdalena Mazur-Prus z Prokuratury Okręgowej w Poznaniu. - Wszystkie one powstały, gdy kobieta jeszcze żyła. Każda z ran zadanych w okolice szyi, klatki piersiowej sama w sobie skutkowałaby zgonem.
Choć nikt nie chce tego oficjalnie potwierdzić, wiele wskazuje na to, że kobieta zarabiała na życie świadcząc usługi seksualne. Śledczy nie wykluczają, że to właśnie to zajęcie doprowadziło ją do śmierci.

- Kobieta miała około trzydziestu lat i była Polką - mówi Zbigniew Paszkiewicz z Komendy Miejskiej Policji w Poznaniu. - Szczegóły sprawy objęte są tajemnicą postępowania. Robimy wszystko, by złapać sprawcę.

Tymczasem okoliczni mieszkańcy od razu przypomnieli sobie podobną sprawę sprzed dziesięciu lat. W 1998 roku w Uzarzewie zastrzelono bowiem bułgarską prostytutkę.

Tajemnica bliźniaków

Antuanetta Stoyanowa wraz z koleżankami "pracowała" przy trasie Poznań - Gniezno, najczęściej w lasku w pobliżu przystanku PKS Uzarzewo. Dziewczyny obsługiwały klientów nawet po kilkanaście godzin dziennie, dostając jedynie niewielką część zarobionych pieniędzy. Resztę zabierał ich polski "opiekun", który zresztą codziennie przywoził prostytutki na miejsce pracy. Kobiety najpierw odbierały pieniądze od klientów, przekazywały je sutenerowi, dopiero później wykonywały zamówione usługi.

29 listopada 1998 roku przy przystanku w Uzarzewie pojawiło się trzech mężczyzn. Podeszli do prostytutek, dali im pieniądze. Jedna z dziewczyn odniosła pieniądze "opiekunowi", dwie pozostałe czekały. Później trzy pary poszły do lasu. Między jedną z kobiet a mężczyzną doszło do awantury. Padły strzały. Ranna Antuanetta Stoyanowa zmarła w drodze na pogotowie.
Sprawca zabójstwa, mimo zeznań świadków (pozostałych prostytutek) długo pozostawał nieuchwytny. Został ujęty ponad dwa lata po zbrodni.

- Pomogły badania DNA - wspomina Andrzej Borowiak z Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu. - Pobrane z ciała kobiety próbki porównywaliśmy z próbkami wytypowanych mężczyzn. Wśród nich byli bliźniacy. To jeden z nich okazał się sprawcą.
Jan K. przyznał się do winy, jednak twierdził, że był to nieszczęśliwy wypadek.
- Prostytucja to profesja wysokiego ryzyka - mówią policjanci. - Nigdy nie wiadomo, na jakiego klienta kobieta trafi. Może to być wariat, który bez zmrużenia oka poderżnie jej gardło.

Zabił z chorej miłości

Kilka lat temu znaleziono w lesie zwłoki Jolanty K. Była prostytutką, która czekała na klientów przy trasie Piła - Bydgoszcz. Najczęściej można ją było spotkać w miejscowości Grabówno. Jej ciało było dosłownie posiekane. A wcześniej nic nie wskazywało, że dziewczyna tak skończy. Wychowała się w domu dziecka wraz z licznym rodzeństwem. W szkole podstawowej zapamiętano ją jako cichą i spokojną dziewczynę, nieco zakompleksioną. Jolka zmieniła się bardzo szybko. Po opuszczeniu murów popularnego "bidula" dziewczyna trafiła na ulicę. Szybko znalazła też sobie miejsce przy trasie Piła - Bydgoszcz. Chwaliła się, że wreszcie znalazła sobie porządnego opiekuna, dzięki któremu dobrze zarabia.

Rok później Jolanta K. została brutalnie zamordowana. Sprawca zadał jej liczne ciosy maczetą. Początkowo sądzono, że cała sprawa była efektem porachunków zwalczających się gangów. Te przypuszczenia nie potwierdziły się. Mordercą okazał się bowiem mieszkaniec pobliskiej wsi. Później tłumaczył swoją zbrodnię miłoś-cią do Jolki. Nie mógł pogodzić się, że dziewczyna oddaje się innym mężczyznom. Był zazdrosny. Dlatego zabił...
Lubię patrzeć na ludzkie cierpienie

W 2001 r. w jednym z mieszkań w pobliżu ulicy Głogowskiej w Poznaniu koleżanka znalazła ciało 18-letniej Sylwii L. Obie kobiety trudniły się prostytucją. Sylwia L. miała dwie rany: głowy i serca. Obydwie były śmiertelne. Cała sprawa była bardzo tajemnicza. Na przesłuchanie wezwano "ochroniarza" dziewczyn, Tomasza K. Mężczyzna zginął próbując uciekać z komisariatu. Do dziś nie ustalono, dlaczego popełnił samobójstwo. Natomiast sprawa zabójstwa Sylwii L. rozwikłana została przez funkcjonariuszy z Wrocławia.

To oni złapali w marcu 2001 roku Krzysztofa G. Mężczyzna jechał po pijanemu autem. Przewoził torbę, w której znajdował się pistolet z tłumikiem. Ten sam, którego użyto w czasie zabójstwa poznanianki i… czterech innych osób. We Wrocławiu sprawca zabił prostytutkę ukraińską Lesję H. i jej przyjaciela Tomasza S. oraz małżeństwo. Prokuratura ustaliła, że zabójca wybierał ofiary wertując ogłoszenia towarzyskie i motoryzacyjne. Sam Krzysztof G. przyznał się do pięciu morderstw.
- Lubię patrzeć na ludzkie cierpienie, jak ludzie umierają. Zdaję sobie sprawę, że to nie jest całkiem normalne, ale nic na to nie poradzę - mówił w sądzie.

W grudniu 2003 roku zwłoki 45-letniej Małgorzaty B. znalazł mąż w wynajmowanym mieszkaniu przy ulicy Szpitalnej. Nie mogąc skontaktować się z żoną, a wiedząc, że trudni się ona nierządem - odwiedził lokal. Gdy wszedł, przeraził się. Na ciele kobiety widniało kilkadziesiąt ran kłutych i ciętych. W całym mieszkaniu było sporo krwi. Zniknęło kilka przedmiotów, w tym telefon komórkowy. Policjanci zaczęli szukać sprawcy. Wreszcie zatrzymali podejrzanego. 19-letni wówczas uczeń liceum, podczas przesłuchań, przyznał się do zbrodni. Wyjaśnił, że od pół roku planował, jak zdobyć pieniądze na pokrycie niewielkiego długu wobec rodziny. Chciał zastraszyć jakąś prostytutkę. Znalazł ogłoszenie 45-latki, zadzwonił do niej, spytał o adres. 11 grudnia wychodząc do szkoły zabrał z domu nóż. Po lekcjach, autobusem, podjechał na ulicę Szpitalną. Kobieta nie chciała oddać pieniędzy, stawiała opór...

Dowody palił w ognisku

Jesień 2006 roku. Policja złapała 41-letniego Zbigniewa T. z powiatu śremskiego (jego proces nadal się toczy). W mieszkaniu przy ulicy św. Wawrzyńca poznaniak znalazł ciało swojej znajomej Agnieszki Sz. Medyk orzekł, że ofiara została uduszona. Funkcjonariusze, którzy ustalili, że kobieta zajmowała się prostytucją (swoje usługi reklamowała w prasie, a z mężczyznami spotykała się w wynajętym mieszkaniu), uznali, że zabójcą mógł być jej klient. Wszczęto dochodzenie. Detektywi zaczęli szukać osób, z którymi kontaktowała się Agnieszka Sz. Dotarli do mężczyzn, którzy korzystali z jej usług, w tym do Zbigniewa T. Funkcjonariusze ujęli go na jego posesji.- Akurat palił ognisko - relacjonowali funkcjonariusze. - Chciał w nim zniszczyć przedmioty, które mogły posłużyć do zabójstwa. W tym m.in. sznur, którym udusił prostytutkę.
Śledczy ustalili, że Zbigniew T. umówił się na spotkania z kobietami przed wyjazdem do Poznania. Najpierw odwiedził Agnieszkę Sz. Po jej zabójstwie, tego samego wieczoru, pojechał do mieszkania na Łazarzu, w którym przyjmowała gości inna prostytutka. Ją również próbował udusić, kobiecie jednak udało się uciec. - Miał problemy na tle seksualnym. Gdyby nie to, że wpadliśmy na jego trop, mógłby w przyszłości zabić kolejną kobietę. To typ seryjnego zabójcy - komentują kryminalni.

Sprawcy tych zbrodni nadal na wolności

Nie wszystkie zbrodnie na prostytutkach kończą się złapaniem sprawcy. Zdarza się bowiem, że śledczym nie udaje się znaleźć winnego i postawić go przed sądem. Przykładem może być choćby sprawa z 2001 roku, kiedy to trasie Poznań - Świecko znaleziono ciało Estery P. Prawdopodobnie zabił ją jeden z klientów. Kolejna niewyjaśniona sprawa dotyczy zabójstwa 28-letniej Agnieszki G., która wynajmowała mieszkanie przy ulicy Grochowe Łąki. Mieszkała razem z synkiem. Nie była mężatką, żyła w konkubinacie z mężczyzną, który tolerował jej sposób zarabiania na życie. Kobieta była "dziewczyną na telefon". - Została zaatakowana w swoim mieszkaniu. Na podłodze znaleźliśmy nóż kuchenny ze zgiętym ostrzem, którym morderca ugodził ją w plecy. Nóż pochodził z mieszkania ofiary - mówią policjanci. - Ułożenie jej ciała na klatce schodowej sugerowało, jakby wybiegła z lokalu, starała się dotrzeć do windy lub kogoś, kto by jej udzielił pomocy.
Takich przykładów było jednak znacznie więcej. Najbardziej narażone są prostytutki, które stoją przy trasach. Choć i tu nie ma reguły jak pokazuje sprawa 28-letniej Agnieszki G.

Bezsenność. Jak sobie z nią radzić? #ZROZUM

Wideo

Materiał oryginalny: ŚMIERĆ W PRACY- Makabryczne morderstwa z Wielkopolski - Warszawa Nasze Miasto

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.